Utopia Inc. 2013

The X. city. A few years ago this place has been heavily flooded. People would sink in their beds and some of them didn’t even manage to wake up before that happened. My neighbours were spending their days sitting on the chimneys of their homes. They could fall down the chimney hole to their living rooms or kitchens and drawn too. The water was stinky and contained everything that the X city consisted of, as well as its decomposing and swollen like sponges inhabitants.

What was odd about this flood, was that it didn’t even rain at all, it was actually pretty hot. The girls were sunbathing on the lawns outside their houses and in the park wearing only undies and the TV was going on about the greenhouse effect.

The fatal wave had hit suddenly and was huge. Before help and the dinghies had arrived, there wasn’t much to save anymore. After few days came the frogmen, not only rescuers, but mainly hobbists, who would dive in the turmoil of wrecked houses looking for treasures under the floating beds and in the wading pools of attics. The local swimming pool had sunk.

The X. city become the second city of Atlantis, or maybe even the first one.

The water stood still for a month, gradually turning into some sort of aspic in which trash, bikes, animal corpses and laundry that was hang out to dry on that hot day, now crumpled they’ve congealed in distorted forms in the slimy jelly-like pieces of poultry, all pale and torn into shreds.

When all that had started to melt, I swear, nobody has ever seen such a slop. Nothing could be done with this city nomore, so it was supposed to be razed to the ground, if one can raze a puddle. This flood has awoken legends and conspiracy theories. That a highway was supposedly about to run through it or that a  stadium was to be built in its place and so it had to be destroyed. That the fatal wave was fake and made out of mineral water.

My house was flooded too, but I still live in X. My mom told me once not to look in the opposite direction when in a car, because if you look back you might puke.

I made myself a shed, partly from the slivers of my neighbor’s garages, partly from sun dried cardboards in which food was dropped by helicopters, only some tins and more water. My shed is covered with roofing felt so black, that I’m invisible at night. I have a radio here and everything else that hasn’t been stolen by the divers. I rarely leave my house. I just sit here and make up stories. I remember seeing once this program on TV about the first film studio. I think it was Edison that built it. It looked almost like my shack, only here I’ve got to project all the movies in my head. So I sit  in complete darkness, because I only have only window which instead of a windshield has a piece of pulling-out cardboard. I can already distinguish 16 shades of black and I know how it really was with this flood.

Miasto X.

Kilka lat temu zalała to miejsce powódź. Ludzie topili się we własnych łóżkach, a niektórzy nie zdążyli się nawet przedtem obudzić. Moi sąsiedzi spędzali dnie siedząc na kominach swoich domów. Mogli tą dziurą wpaść na dno swoich salonów albo kuchni. Woda była śmierdząca i zawierała wszystko na co składało się miasto X. oraz jego rozkładających się i napęczniałych jak gąbki mieszkańców.

Co było dziwne w tej powodzi to to, że wcześniej wcale nie padało, było właściwie bardzo gorąco.  Dziewczyny w majtkach opalały sie na trawnikach przed domem i w parku, a w telewizji mówili o negatywnych skutkach efektu cieplarnianego.

Fala uderzyła nagle i była bardzo duża. Zanim nadeszła pomoc i pontony to już nie bardzo było komu pomagać. Po kilku dniach przyjechali też płetwonurkowie nie tylko ratownicy, ale zwłaszcza hobbyści, którzy zanurzali się w odmętach mieszkań poszukując skarbów w toniach sypialni i brodzikach strychów. Zatonął miejski basen.

Miasto X. stało się drugą Atlantyda, a może w ogóle pierwszą.

Woda stała przez miesiąc, stopniowo zmieniając się w taki imieninowy galart, w którym zawieszone były różne śmieci, rowery, trupy zwierząt i sznury prania rozwieszonego w tamten upalny dzień żeby wyschły, a które teraz wyprane z koloru i wymięte zastygły w poskręcanych formach w tej szlamowatej garmażerce jak skrawki bladego i porwanego na strzępy drobiu. Jak to wszystko zaczęło puszczać, to nikt nigdy nie widział takiego syfu. Nic już nie można było zrobić z tym miastem, więc miało zostać zrównane z ziemią, o ile można równać z ziemią kałużę. Wokół tej powodzi narosły legendy i teorie spiskowe, że ma tędy iść autostrada albo stadion, że fala była sztuczna i że z wody mineralnej.

Mój dom też zalało, ale dalej mieszkam w X.

Mama mi kiedyś powiedziała, żeby nie odwracać się w stronę przeciwną do kierunku jazdy. Że jak się patrzy do tyłu to można się porzygać.

Mam tu szopę  zrobioną trochę z resztek garaży sąsiadów, a trochę po kartonach z żywnością, które spuszczały na linach helikoptery, same puszki i więcej wody. Wszystko obite papą tak czarną, że nocą mnie nie widać. Mam tu radio i wszystko czego nie ukradli nurkowie, tylko muszę dopiero iść tego poszukać i sobie przynieść. A ja rzadko wychodzę.

Siedzę po ciemku i wymyślam historie.

W telewizji był kiedyś program o pierwszym studiu filmowym. Chyba Edison je zbudował. Wyglądało prawie jak moja buda, tylko że tu muszę sobie raczej w głowie wszystko wyświetlać. Siedzę w zupełnej ciemności, bo jest tylko jedno okno i zamiast szyby ma taki wyciągany karton.

Umiem już rozróżnić 16 rodzajów czerni i wiem jak z tą powodzią było naprawdę.